wtorek, 28 lipca 2009

Powrót do Brideshead i Uwikłani

Tak wygląda barbarzyństwo sfer wyższych...

Jak zobaczyć dwa filmy, z czego jeden jest naprawdę dobry, a drugi naprawdę... okropny?

Zaczniemy od dobrego: Brideshead Revisited (Powrót do Brideshead). Ben Whishaw - wystarczy? Coś bije tak niesamowitego od tego aktora, że film, mimo, że nie jest piąchą w twarz kinomana, ogląda się wybornie. Przynajmniej dopóki Ben Whishaw jest na ekranie. Gdy go później zabraknie, film traci na dynamice.

Ładna, kameralna ale i mądra opowieść o zasadach, które, jeśli dobrze zakorzenione, potrafią wygrać z uczuciami. Zepsucie arystokracji nie sięga tu pod tzw. dywan. To raczej zepsucie humanistyczne. Katorżnicze wprost wychowanie, które może zniszczyć człowieka, zabierając mu nadzieję na szczęście.

Teraz czas na ten okropny: Savage Grace (Uwikładni). Historia prawdziwa, zazwyczaj takie są prawdziwe. Zepsucie totalne: matka uprawiająca seks z synem, ojciec-chodząca znieczulica, odpseparowujący się do końca od żony i dziecka, i syn - homoseksualista, wychowywany przez matkę, która jak dla mnie przejawia psychozę maniakalno-depresyjną.

Synek nie lepsze ma problemy z głową. Uczucia jakieś, jakby ich nie dotyczyły. Mają problemy emocjonalne, ale to chyba bardziej problemy głowy niż serca.

Nie lubię takich filmów. Nie są wygodne. Ale ten nie zmusił mnie do myślenia, w przeciwieństwie do innych "okropnych" obrazów. Ot, historyjka o emocjonalnie wyprutej rodzince.
---------------

Klimaty gosfordparkowe bardziej do mnie docierają. A zepsucie wyższych sfer wolę oglądać z zapleczem uczuć. Tak lubię podchodzić do filmów w tych klimatach. Ich barbarzyństwo wcale nie wygląda lepiej lub gorzej jeśli w historii oderwie się kawałek empatii do bohaterów. W ogóle, w każdym filmie zresztą.

1 komentarz:

Ewa pisze...

Zachęciłaś mnie do obejrzenia jednego i drugiego;) Ciekawe, czy nasze opinie się pokryją.